Kategorie: Wszystkie | w fartuszku gospodyni | znalezione w sieci
RSS
czwartek, 19 marca 2009
kupiłam sobie poród

Tak: pierwsze dziecko rodziłam w szpitalu państwowym.

Tak: Lekarze prawie przespali moment porodu.

Tak: Tętno spadło do zera.

Tak: Zastosowali Vacuum.

Tak: Zanim zastosowali, kazali mo podpisać papier, że nie ponoszą odpowiedzialności za ewentualne uszkodzenia mózgu.

Tak: Nie dali mi znieczulenia. 

Tak: Nacinali mi krocze.

Tak: Lekarz powiedział do mnie: "Nie drzyj sie dziewczyno!"

Tak:  W wypisie ze szpitala jest napisane: "Zagrożenie zamartwicy".

Tak: Drugi poród sobie KUPIŁAM!

W szpitalu prywatnym!

I zrobiłabym to jeszcze raz! Bo to była najlepsza decyzja w moim życiu.

19:51, majawroniszewska
Link Komentarze (4) »
środa, 18 marca 2009
Moja prababcia

Moja prababcia. Kobieta jak ze starej przedwojennej pocztówki. Szczuplutka, zawsze zadbana. Pamiętam ją w eleganckim beżowym płaszczu z futrzanym kołnierzem. Włosy ułozone w fale, długość do ucha. Zawsze idealne.

Moja prababcia zona przy mężu. 

Moja prababcia kura domowa pełną gębą. 

Krzatała się, prała, robiła własnoręcznie kluseczki, układała, sprzątała, pichciła. 

Ale jak ktoś jej mowil, żeby poszła na spacer to nie chciała.

Miała własną teorię i zawsze odpowiadała:

-Czy ty wieesz ile ja dziś kilometrów po domu zrobiłam?

Wreszcie to zrozumiałam.  Wreszcie przestałam się z tego śmiać.

07:53, majawroniszewska
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 marca 2009
stylista fryzur

W dzisiejszych czasach wiele rzeczy nie nazywa sie po imieniu. Rzecz dotyczy szczególnie zawodów. I tak nie mamy dozorcy tylko opiekuna/gospodrza budynku. mamy całe zastępy art directorów, account managerów, copywriterów, (tak jakby nasze rodzime nazwy uwłaczały, albo przynajmniej były nieodpowiednie).

No i oczywiście mamy stylistę fryzur. Nazwa ta niezmiernie i niezmiennie wywołuje u mnie za każdym razem uśmiech. 

Wśród naszych znajomych rodzą się same dziewczynki. Zastępy małych słodkich różowiutkich bobasów.

Wszyscy się cieszą, bo jak mówią idzie czas pokoju. Podobo na czas wojny rodzą sie chłopcy.

Ja nie wiem skąd ludzie wytrzaskują takie informacje. 

Wśród tych tysięcy dziwczynek jest ON. Mój syn.

Jedni mówią, że bedzie miał branie.

Mnie przychodzi tylko jedna rzecz do głowy:

On będzie stylistą fryzur...

18:20, majawroniszewska
Link Komentarze (2) »
sobota, 14 marca 2009
ciii...

Sprzedałam dziś Miśkę rodzicom. Młodego położyłam spać. I nagle mi przypomniało mi sie co to znaczy mieć czas, chwilę wolną. Siedze, czytam książkę. Otwieram Baileys'a. MŁody na piersi jeszcze. Trudno będzie lepiej spał.

Nagle okazuje sie, że posiadanie jednego dziecka jest lajtowe. 

Jednak myślę, że to trochę jak z ta kozą, co to ją Żyd do domu przyniosł, jak im już za ciasno było.

Bo jak sprzedali na powrót kozę, to się okazało, ze jednak mają kupę wolnego miejsca.

Męża też dziś wywiało. Boże, jak tu cicho. 

Jak ja kocham "cicho"

Musze troche nacieszyc się tym w samotności. 

Ciiii...

20:00, majawroniszewska
Link Dodaj komentarz »
Rodzeństwo podobieństwo

Miśka ma 6 lat. Młody 10 miesięcy. To tylko krótko tytułem wstępu.

Jedziemy na spacer. Młody na rękach, bo wózek mam w samochodzie, żeby nie nosic tej kobyły po schodach. Mój blok, jak wiele starszych jest nie dostepny dla inwalidów i wózków. Aby dojść do windy trzeba pokonać pół piętra.

Wsiadamy do windy. Piętro niżej wsiada starszy miły Pan. Kłania się. Zachwyca dziećmi. Myślę, że kurtuazyjnie, ale zawsze. Wreszcie pyta:

- To rodzeństwo?

- Tak - odpowiadamy z Mężem chórem.

- Bliźniaki? - wypytuje Pan

08:26, majawroniszewska
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 marca 2009
Na słodko a la nutella

Nutella jest dla mnnie substytutem:

- przespanych nocy,

- szalonego seksu,

- wolnych wieczorów,

- romantycznych kolacji

- długich wycieczek w rejony mniej przystępne

- spływów kajakowych

- spontanicznych wypadów do kina

- kawy z przyjaciółką

- wolnego czasu

- SPA

- nieliczenia czasu/pieniędzy

Własnie zjadłam cały słoik.

Postuluję aby producent nutelli napis "630 g" umieścił w mniej widocznym miejscu.

14:55, majawroniszewska
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 marca 2009
posługuję się dzieckiem do zdobycia korzyści różnej maści

Przyznaje się bez bicia. To co napisałam w tytule jest prawdą. Nie znaczy to od razu, że traktuję moje dzieci przedmiotowo. Nic bardziej mylnego. Ja po prostu niekiedy wykorzystuje ich urok do załatwiania różnych upierdliwych spraw z życia codziennego.

Nie oszukujmy się, ja już raczej nikogo nie zaczaruję. Kurze łapki mam, cera nie promonieje jak dawniej, a przez chroniczne niewyspanie brak mi świeżości. Nie dla konesera. 

Raczej ogólnie z tendecją na "nie"...

Ale moje dzieci to zupełnie coś innego.

Miśka zachwyca bujnym i długim włosem. Oczy ma zielonkawe o niesamowitym krztałcie. jest skromna i super wychowana (ona to ma w genach, nie chcę sobie przypisywac nie swoich zasług).

Młody jest czarusiem urodzonym. Wielkie niebieskie oczy i ten błakający się po ustach uśmiech. Baby w każdym wielku mdleją. Wiem co mówię.

No więc mam z Młodym na przykład taka niepisaną umowę: ja go na tych rękach noszę, a o on czaruje mi panie na poczcie, w wydziałach komunikacji, w Stoenie i innych.

Dziś na przykład pojechałam do Straży miejskiej z takim świstkiem, co to go znalazłam za wycieraczką.

Młodego wzięłam oczywiście pod pachę. Tylko przekroczyliśmy próg, a juz pokój wypełnił się jego radosnym guganiem i perlistym śmiechem. A oczetami strzelał to na jedną to na drugą panią za biurkiem. I już wiedziałam, że wygraliśmy. Panie roztopiły się jak czekolada na słońcu. Prześcigały się w tym, która jest słodsza.

Zeszły do poziomu: "Tiu, tiu, tiu tiu...". Prawie raczkowały.

Gdzieś mimo chodem rzuciły "Tylko panią pouczymy" i dalej mizdrzyły się do Młodego.

Macierzyństwo ma wiele zalet.  

10:47, majawroniszewska
Link Komentarze (4) »
piątek, 06 marca 2009
Mistrz pozorów

Młody, pisałam już, postanowił, że on chodzić nie będzie. Mamusia go nosić bedzie. On juz postanowił. I szybko zdania nie zmieni. Zamiast rączek to tylko ewentualnie lektyka.

Doskwiera nam to wszystkim.

Mnie, bo muszę nosić. Inaczej Młody strasznie hałasuje. To ja juz wolę nosić.

Córce, bo siłą rzeczy ręce mam zajęte, a ona by się poprzytulała.

Mężowi, bo Młody hałasuje. U niego na rękach też. Moje fajniejsze.

Nawet kotom, bo dziczeją od tego hałasu.

A i młodemu, bo on by świat chciał poznawać, a tu komuikacja i werbalizacja jeszcze nie ta i mamusia nie zawsze rozumie w którym kierunku musi iść.

Więc zaprowadziłam Młodego do lekarza. Naiwnie liczyłam, że jakas różowa (o przepraszam dla chłopca niebieska, bo mi jeszcze po różowej to jakiś stylista fryzur wyrośnie), tak więc niebieska pigułka na raczkowanie. Żeby juz zaczął sam, chociażby na kolanach i dupę zawracać przestał.

On do tej pory opanował pełzanie do tyłu, ale umówmy sie, nikt normalny tak nie robi i o o tym wię i okropnie się tego wstydzi.

No więc Pani doktor popatrzyła, pomacała, do golasa rozebrac kazała. Dzieciaka pochwaliła. Była pod wrażeniem komunikacji niewerbalnej. Młody jest młody, a czasem mam wrażenie, że o zdecydowanie starszy jest. Każdy to mówi i Pani doktor też to zauważyła. 

Jak nic dziecko przeintelektualizowane - powiedziała.

Rzeczywiście Młody książeczki lubi, ale nie wyszliśmy poza krowa, kotek, czerwony, jabłuszko, autko etc. Myślałam, że jest na tym etapie... Ale chyba sie myliłam.

Tak więc książki odstawić trzeba i na siłkę sie udamy. i teraz popracujemy nad rozwojem mięśni a rozwój intelektualny zostawimy na później.

Dla zachowania pozorów to kupię jeszcze młodemu Łańcuch, dres z trzema paskami i białe adiki. Z dziary jeszcze może zrezygnuję.

Mój syn - mistrz pozorów. Tylko tyle moge narazie zrobić.

I dalej na rękach nosić będę.

22:03, majawroniszewska
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 marca 2009
laktatory dla wszystkich - raz

Kiedy podczas obiadu powiedziałam L., że być może nie wrócę w maju na pełen etat L. zapytał - i trochę słusznie - czego my kobiety na wychowawczym jeszcze chcemy?

"...bezkarie wyjechać szefowi z liscia?" - zapytał L.

Według prawa młoda matka (choć w dzisiejszych czasach słowo "młoda" w przypadku "matki" pachnie dykryminacją - matki coraz częściej decydują sie na macierzynstwo, kiedy - nazwę to delikatnie - nie są juz młode. Wiele moich przyjaciołek nie ma jeszcze dzieci A ja do młódek już nie należę) na wychowawczym ma prawo czterokrotnie zmienić zdanie - czy wraca czy nie wraca do pracy, a jesli wraca to na pół etatu czy na pełen.I zawsze może się z tego wycofać.

Tak więc w moim przypadku wygląda to tak, że do czasu, aż Młody skonczy trzy lata mogę sobie jeszcze dwa razy zmieniać zdanie. Już dwa razy skladałam w tej sprawie podania.

A tak na marginesie, czy ktoś kiedyś zastanawiał się ad przewrotnością nazwy "Urlop macierzyński" albo "urlop wychowawczy" Na urlopie się leży i się pachnie. ja sobie takiego stanu nie przypominam.  No chyba, że bylam niechlubnym wyjątkiem potwierdzającym regułę. W co wątpię.

Ale kontynuując... Było ziarno prawdy w tym co powiedział L., ale malutkie, bo to nie on ostatnio, w czasie swoich nadgodzin, za które mu nikt nie zapłaci i nikt go nie pochwali i nikt nie pozwoli mu ich odebra, stał w kiblu i jęcząc z bólu próbował wycisnąc mleko z nabrzmiałych piersi.

Rozumiem muuuczące krowy na pastwisku. ROZUMIEM. i gorąco im współczuję. Bo wiem co przechodzą, kiedy nikt ich na czas nie wydoi.

22:49, majawroniszewska
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 lutego 2009
małe dzieci - małe problemy...

mówią, że małe dzieci, to małe problemy. Duże dzieci, to duże problemy. Ba nawet ja sama tak mówię. Miśka w tym roku idzie do szkoły i wyraźnie obserwuję u niej eskalację problemowego zjawiska.

A młody...

Młody jeszcze nawet nie raczkuje. Mógłby wszakże - sadzę, że mu sie nie chce zwyczajnie. Ta koordynacja wzrokowo-ruchowo. To nie dla niego. On liczy na to, ze mamusia, która uwielbia go nosić na rękach, na pierwsze urodziny kupi mu lektyke i dalej go będzie nosić. 

to tak na marginesie.

A tak nie na margiesie, to Młody drze ryja. Regularnie. No chyba, że go nosze na rękach. Ale o tym juz było. Najpierw były kolki. Jak tylko skończyły się kolki to zaczeły sie zęby. Mój syn je rodzi. A ja razem z nim. Co tam, ja. Całą rodzina te zęby rodzimy. Włąśnie rodzimy górna jedynkę. W sumie mamy juz trzy. Liczę dokładnie.

Wreszcie rozumiem mężów, którzy tez "są w ciąży".

Moim największym marzeniem jest zaspokojenie podstaw piramidy Maslowa.

Sikam z Młodym na rękach jak "mamy" gorszy dzień. Cisza jest dla mnie cenniejsza niż wygoda. 

i Sen. Budze się kilka do kilkunastu razy w nocy. Nie z własnej woli oczywiście.

Boje sie pomysleć co będzie, jak on bedzie miał 15 lat...

20:51, majawroniszewska
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 lutego 2009
pani na poczcie miała taki ruch...

A. jest singlem. Singlom nie jest łatwo.

Masz tyle ile zarobisz. Na kredyt marne szanse. A jak ci braknie to nie ma na kim się wesprzeć. Rachuków nikt za ciebie nie zapłaci.

To kilka uproszczonych ogólników tytułem wstępu.

 A. do dzis dzień płaci, a dosłownie spłaca, błędy mlodości, czyli bezmyślnie zaciągane kredyty na chwilowe przyjemności. Każda złotówka ma dla niej znaczenie. Liczy i dba pieniądze i rachunki.

tak jej sie przynajmniej wydawało, do tego dnia, kiedy to...

W skrzyce lezało sobie niewinne aviso. A. poszła na pocztę i była odebrała list. List nie byle jaki, bo z RWE. A tam wieści straszne: 

...bla bla bla dostawca prądu straszy odłączeniem zasilania z powodu niezapłaconych rachunków bla bla bla natychmiast bla bla bla naliczane odsetki, bla bla bla nieodwołalnie bla bla

Suma wielocyfrowa.

A. wyszła z poczty i uruchomiła procesy myslowe. Przecież płaciłam... Napewno... Chyba... aa może jedak nie... o ja głupia. co ja teraz zrobie... etc

Jak tylko wyszla na dwór poleciała jej pierwsza łza. W windzie ryczała jak bóbr. drzwi otwierała z zamiarem przesledzenia wszystkich opłat, bądź ich braków.

Przekręcając klucz w zamku zobaczyła, ze list... nie był adresowany do niej.

uspokoiła się i postanowiła zwrócić list na poczcie.

Wraca i tłumaczy:

Dostała list. Ale o nie był do niej. Ona go przeczytała. Koperta jest rozerwana. Jest jej głupio i przeprasza, ale chce zwrócić. Pani na poczcie mowi, że listu nie może przyjąć, bo przeciez A. podpisała, że go odebrała. Ale A. go nie chce. Na cholere jej cudza korespondencja i do tego o takiej treści. To musi trafic do rąk adresata. 

"To niech go pani zaniesie adresatowi." wymysliła twórcza i mądra pani w okienku.

 Ale A. nie listonosz. Listów nosic nie bedzie, bo ie chce i z resztą jak to tak...

Więc pani w okienku postanowiła wezwać naczalstwo na pomoc.

Przyszła kierowniczka i hajda drzec ryja na A., że otwiera nie swoją korespoondencję! Że ci ludzie teraz to nie uszanują cudzego. Wszędzie nos wsadzą. Węszą. I po jaką cholerę A. taka wścibska...

A. zdołała wykrztusić jeszcze z siebie:

"Moja mama zawsze mi mówiła, że jak nie będę się uczyć to skonczę w okieku na poczcie"

i wyszła

23:09, majawroniszewska
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 16 lutego 2009
Cierpię katUSZY

Lubię ładnie wygladać, kąpię się regularnie, maluje nawet, depilacja mi nieobca. Z higiena myslę u mnie nie najgorzej. Nawet lubie bizuterię. Naszyjniki, pierścionki - kilka sztuk by się znalazło.

No jednym słowem nie zaniedbuje się i lubie sie nawet czasem dopieścić. Kąpiele z pianka te sprawy.

Ale jakoś omijałam uszy. No chyba musiałam skoro nagle odkryłam, że organ ten jest jednym z cenniejszych jakie posiadam, kocham je i marzę o tym aby inny kochali je nie mniej niz ja. 

Wnioski takie, ktos powiedziałby zadziwiające nie przyszły do mnie same.

Przyniósł je bocian. Musiały być ukryte w dziecięcym beciku, tylko ja zaślepiona matka nie zauważyłam tego, kiedy syna do domu przyniesliśmy. i teraz się na mnie ta jedna chwila nieuwagi mści.

Rzecz wygląda nastepująco: Dwójka dzieci generuje taką ilosc hałasu - jakos przy jednym tego nie odczuwałam - że ja za cholere nie moge wytrzymać. Zjawisko wydaję się nie słabnąc, a wręcz nastąpiła ostatnimi czasy jego eskalacja.

E tam, żeby to tylko noce były, które wszyscy wiemy są z założenia nieprzespane. Liczymy sie z tym myślimy: Rok i z bańki. Jakoś do przeżycia. Ale to nie tylko noce.

W dzień mały chłopczyk to istny wulkan dzwięków. Bo chęci już są ale werbalizacja, żadna. Poza oczywistym i regularnym darciem się. A mała dziewczynka to fajerwerk piosenek, wierszyków, liczenia do 100, i mielenia alfabetu w te i nazad. Może ją cholera zabrać z tego przedszkola, za duzo ich tam uczą - przychodzilo mi juz nawet do głowy...

Ja się juz nawet zastanawiałam czy nie można by te dwójki do jakiegoś agregatu prądotwórczego podłączyć, to by przynajmniej byl z tego jakis pożytek. 

i jak tak kolejną godzinę wszyscy sie przekrzykujemy, odbieramy telefony, które non stop dzwonią, wpuszczamy pana listonosza, który dzielnie dzwoni domofonem - z radia z rezygnowałam dawno - to nachodzi mnie jedna jedyna myśl:

C I S Z A, proszę!!!!!!!!!!

 

21:04, majawroniszewska
Link Komentarze (2) »
piątek, 13 lutego 2009
czasem mnie korci...

Czasem mnie korci, żeby powrócić na łono blogowe. niczym syn marnotrawny zapukac do drzwi ojca i paść w ramiona i załkać w kamizelę.

powstrzymywało mnie TO i OWO.

Ale TO juz troche przyschło a i OWO o mnie zapomninało.

Próbowałam popełnic nawet mezalians i zacząć pisać gdzie indziej, bo mnie czasem słowo pisane rozsadza o środka i spać po nocach nie daje. Ale to GDZIE nie bylo takie samo a i INDZIEJ jakoś nieładnie pachniało.

Więc póki co badam teren. sikne tylko tu i ówdzie, żeby zobaczyć, czy nie gryzie. A może i gryzie, ale może mi sie też przecież spodobać, ja nie z cukru.

22:02, majawroniszewska
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 08 października 2006
kupa, niczym sloma z butow

moj kot jest arystokrata. w kazdym calu. poczawszy od wygladu, przez sposob poruszania sie, po idealne maniery w kazdych okolicznosciach. jest w nim rowniez cos, co potwierdza moje slowa. to jak wyjatek potwierdzajacy regule. jest idealnie czysty z jednym wyjatkiem. nie myje sobie dupy. i bach trach spada ze swojego piedestalu, juz nagle w twoich oczach nie jest taki idealny. wzbiera w tobie obrzydzenie i gdybys to wiedzial wczesniej, na 100% nie mialbys juz teraz ochoty go poglaskac. jego niedomyta pupa jest jak sloma z butow. znam wielu takich, co to na pozor z nimi wszystko ok. ale drugi rzut oka okazuje sie ich nieladnie demaskowac. dlubanie w nosie, drobne klastewka, ten specyficzny sposob bycia "życzliwą" osoba. i wszystkie pozostale cechy, ktore po blizszym przyjrzeniu sie raza i zniechecaja do dalszych kontaktow. ale wtedy wlasnie wlacza mi sie opcja zycia, badz tez oczekiwania na "właściwy moment".

 

a tak jeszcze a propos: kota mojego kocham nad zycie z kupa czy bez. na tym swoja milosc do tematow wyzej wymienionych zakanczam.

21:18, majawroniszewska
Link Komentarze (5) »
sobota, 07 października 2006
kolekcjonerzy sladow odrysowanych kreda na betonie...
ludzie dazacy po trupach do celu. potentaci kleju do falszywych usmiechow. zadufani w sobie frajerzy o malych zdolnoscioch radosnego spedzania czasu. twardziele o nudnych wyrazach twarzy. marni nasladowcy szczescia rodzinnego, zuzywajacy tony wazeliny. swietnie sie kamufluja, bo (w dzisiejszych czasach produkowane sa pudry o smaku i zapachu czekolady, a wiec i) zwykla wazelina, moze sie ukrywac pod "wyszukana" postacia. czyli wszyscy zwani w normalnych okolicznosciach dupkami, przelewaja moja czare i doprowadzaja do wsieklosci, ktora maskuje pudrujac nosek.
18:27, majawroniszewska
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 41